Serwis używa cookies. Wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Zapoznaj się z Polityką Cookies
Załóż konto | Zapomniałem hasła

A jednak wciąż się tli przyjaźni nić… [Skała]

A jednak wciąż się tli przyjaźni nić… [Skała]

Mała iskra zapalna – krótki telefon Zosi do Basi, „Co robimy, przecież w 2017 roku mija 45 lat od naszej matury?  - rozpaliła całkiem niemałe ognisko. Ale o tym przekonaliśmy się dopiero 10 czerwca 2017 roku.  Oczywiście początki były najtrudniejsze. Zaangażować się do pracy organizacyjnej jubileuszu 45-lecia matury w skalskim Ogólniaku postanowiło dziewięć osób, ale już pierwsza zbiórka zredukowała owe dziewięć, do czterech. Nie wliczając dalszych niespodziewanych zwrotów sytuacji, jedna osoba zawsze czuwała.  Od czego są internetowe łącza i SMS-owe alerty – mimo starszego wieku- wykorzystaliśmy je również. I do informacji i do rezerwacji i do komunikacji. Kto zechciał to się zainteresował, kto miał możliwość był obecny.

Klasowe spotkanie po 45 latach od maturalnych zmagań, wówczas jeszcze uczniów Liceum Ogólnokształcącego w Skale, zwanym często skalskim Ogólniakiem rozpoczęliśmy krótkim zaproszeniem jak min. powiedziała Zosia „ do wspomnień o czasach naszej młodości… o pięknych chwilach i ciekawych przeżyciach” oraz jak dodała Basia „ o planach na przyszłość, których przecież czas emerytury nie przekreśla, bowiem marzenia ma się w każdym wieku”.  

Przyglądając się sobie jeszcze nieśmiało, nie mogliśmy nie wspomnieć o naszych kolegach i koleżankach, którzy nie doczekali spotkania w 2017 roku i po przeliczeniu okazało się, że nie żyje osób pięć. Dalsza część spotkania - oczywiście poprzedzona na wstępie toastowym szampanem – była rzeczywiście pełna opowiadań o uczniowskich wybrykach ze szkoły średniej. O krótkich spódniczkach i fartuszkach, których obowiązywała długość do kolana, a były ponad nim o kilkanaście centymetrów /linijka służyła do mierzenia /, o wyższości upomnień ponad pochwałami, w tym głośnej aferze związanej z „Matką Joanną od Aniołów”, o internatowym życiu, które czasem wymykało się spod kontroli opiekuna internatu, o obowiązkowych wyjazdach do krakowskich Teatrów / tak regularnie na teatralne spektakle jeździliśmy tylko w szkole/, o profesorach i ich „ciekawych” reakcjach na „nieprzygotowanie do lekcji”, o tym, kto, z kim siedział w ławie szkolnej …

Po czasach uczniowskiej przeszłości, przeszliśmy do teraźniejszości. O polityce może mniej, najwidoczniej nie byliśmy w tym dobrzy, ale skoro dobrzy, to należy podkreślić, że np. matematyczną regułę skracania ułamków zwykłych wyrecytowałyśmy z koleżanką bez żadnego potknięcia/ tak procentuje wysiłek dobrych nauczycieli/ za to więcej o naszym życiu rodzinnym. Czyli kto z kim? ile lat? ile dzieci? czy ile wnuków?  Najstarszym wnukiem pochwaliła się Danusia ze Skały, a największą ich ilością Zosia, / bo aż sześć/ z Woli Kalinowskiej. I oczywiście temat niezastąpiony podczas spotkań w wieku „słusznym, „ czyli o chorobach, o lekarzach, o lekarstwach, bowiem w przeważającej części jesteśmy już beneficjentami ZUS-u., Chociaż jak spotkanie ujawniło, są jeszcze wśród nas „osoby do wzięcia”, mamy, zatem szansę na wspólną zabawę, jeżeli trafiłoby się weselisko. 

I jak tu nie mówić, że wciąż się tli pomiędzy nami przyjaźni nić?! po czterdziestu pięciu latach od uzyskania świadectwa dojrzałości, chyba nawet bardziej niż w szkolnej ławce. To miło.  Dla takich chwil, – chociaż bardzo rzadkich- warto żyć!

Tekst i foto Barbara Szwajcowska

 

 

 

 

Dodaj Komentarz

*Email nie będzie pokazywany
Przepisz kod:

  Komentarze (0)